czwartek, 7 kwietnia 2016


MIECZ LATA

W październiku ukazała się dość długo wyczekiwana przez wszystkich fanów nowa książka Ricka Riordana "Miecz lata". Zapoczątkowała ona nową trylogię o bogach nordyckich "Magnus Chase i bogowie Asgardu". Co do nowej książki było wiele obaw, po nienajlepszym zakończeniu “Olimpijskich Herosów” mało kto miał dobre przeczucia. Większość fanów myślała, że wujkowi Rickowi skończyły się dobre pomysły, a książkę napisał tylko dla pieniędzy. Mimo złych myśli “Miecz lata” okazał się cudowną i zabawną lekturą.
Magnus Chase jest kłopotliwym, bezdomnym nastolatkiem. Od dwóch lat po tajemniczej śmierci matki, mieszka na ulicach Bostonu. Pewnego dnia spotyka wuja, przed którym był ostrzegany. Dowiaduje się, że jest synem nordyckiego boga, a mity o Asgardzie to prawda. Jego życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Chłopak staje przed trudnymi wyborami, od których mogą zależeć losy świata.
 
Książka na początku zdecydowanie przypomina Percy'ego Jacksona.  Na szczęście po pewnym czasie to podobieństwo powoli znika. Jedną niezmienną rzeczą jest znany humor Riordana. W “Mieczu lata” wiele razy można wybuchnąć szczerym śmiechem. Powieść czyta się bardzo szybko i jest to czysta przyjemność. Główne postacie są w większości - ciekawie wykreowane. Sam tytułowy bohater - Magnus - przez całą książkę wydaje się naszym bliskim przyjacielem, którego zna się od zawsze. Jest on czasem irytujący i zachowuje się jak idiota, ale to bardziej śmieszy niż złości. Jednym z moich ulubionych bohaterów jest Hearth, który jest zdecydowanie bogatą postacią, która wzrusza. Za bardzo przewidywalną bohaterkę uważam Samirę, ale mimo to całkiem ją lubię. Przykre jest to, że tak niewiele postaci miało bardziej rozwiniętą historię. Przygody w książce były oryginalne, a akcja toczyła się w bardzo szybkim tempie.  
Gdy tylko skończyłam “Magnusa”, miałam ochotę wziąć go do ręki i czytać dalej. Już nie mogę się doczekać następnej części.
“Miecz Lata” polecam zdecydowanie młodzieży, która miała już styczność z twórczością Ricka Riordana, gdyż wiele śmiesznych momentów jest związanych z jego wcześniejszymi utworami. Oczywiście Magnusa można przeczytać bez tego.
Ogólnie uważam tę książkę za powrót do dawnego poziomu i za dobre wynagrodzenie dla czytelników za dość nieudaną “Krew Olimpu”. Jeżeli podobał Ci się Percy, to koniecznie przeczytaj Magnusa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz