Książka Jarosława Grzędowicza pt. ,,Pan Lodowego Ogrodu” mimo pierwszej niechęci, jaką we mnie wywołała, okazała się hitem. W książce występują liczni bohaterowie. Zwraca uwagę pomieszanie czasu teraźniejszego z wynalazkami z przyszłości. Technika umieszczona jest w krainie rodem ze średniowiecza. Czy to wszystko razem może być dobre? Otóż tak.
Powieść opowiada dwie historie. Bohaterem pierwszej z nich jest Vuko. To Ziemianin ruszający z ekspedycją ratunkową prosto do Midgaaru - miejsca, gdzie prawa fizyki nie istnieją, a magia i Mgła, która jest na porządku dziennym. Wszyscy mieszkańcy wiedzą ,że kiedy pojawia się Mgła zawsze stanie się coś strasznego, zazwyczaj są to potwory. Druga opowieść jest nieco inna i pochodzi prosto z serca tej dziwnej krainy, jaką jest Midgaar. Jej bohater Hatir pochodzi z Tygrysiego Rodu, jest synem władcy. Możliwe, że kiedyś to on będzie siedział na tronie w gronie swoich konkubin i doradców. Bohater jest jednak w bardzo złym położeniu. Bo co ma zrobić ten młody człowiek, jeśli jego kraj zmienia się i wszystko, co próbował odbudować jego ojciec, znów obraca się w ruinę? Co robić, jeżeli Czerwona Kapłanka zsyła suszę na kraj i stwarza źródła wody wyłącznie dla tych, którzy wysławiają jej boginię? Swoimi działaniami podburza poddanych przeciwko władcy. Prawie wszyscy, którzy zostali mu wierni, zginęli. Hatirowi pozostaje tylko jedno - uciec.
Książka na samym początku mnie nie zachwyciła. Odrzucał mnie nadmiar wynalazków i pomieszanie świata przeszłości z teraźniejszością. Opowieść zaczęła być przekonująca po około 3 lub 4 rozdziałach. Powiem szczerze, że historia bysterek urzekła mnie i zachęciła do dalszej lektury. Opowiadanie o tych małych zwierzątkach, chociaż nie wnosi wiele do fabuły, urzeka swą prostotą i pozwala “zajrzeć” do wspomnień z dzieciństwa bohatera i poznać warunki, w jakich żył książę. Przed tą historią czytałam, żeby czytać, bo tak trzeba itp. Później było już tylko lepiej. Autor wykorzystuje różne typy narracji, czasem posługuje się narracją pierwszoosobową, czasem trzecioosobową. Trzeba więc czytać powieść bardzo uważnie, aby dokładnie zrozumieć jej treść. Zdarzało mi się, że byłam trochę podirytowana, bo zagubiłam się w tym narracyjnym gąszczu. Gdy jednak skończyłam książkę, doceniłam ten zabieg. Oprócz ciekawej, lecz trudnej narracji rzucają się w oczy powtarzające się określenia słów.
Pomimo tych drobnych niedociągnięć, o których już wspomniałam uważam, że książka jest wspaniała. Zaskakuje na każdej stronie czymś, czego nigdy bym się nie spodziewała. I pomimo początkowej narracji, przy której trzeba być uważnym, bo zmienia się co chwilę, bardzo łatwo przystosować się szybko do tego nowego doświadczenia. W powieści zachwycają też bohaterowie. Teoretycznie różni, ale bardzo do siebie podobni. Dadzą radę w każdej sytuacji i zawsze będą bronić słabszych oraz swoich bliskich. Mimo że nigdy się nie spotkali, czuję, że byliby dobrymi przyjaciółmi. Takiego zakończenia powieści nigdy bym się nie spodziewała. Szczerze mnie poruszyło i zaskoczyło. Od zakończenia lektury próbuję znaleźć drugą część, żeby dowiedzieć się, co działo się dalej.~ Marcelina Pakuła

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz